Życie niezapisana karta!!!

Kiedy miłość jest przekleństwem .....

I czy to jest możliwe?

Przepięknego poranka, na przedwiośniu przyszła na świat mała dziewczynka Zuzia. Dziewczynka, bardzo piękna i bardzo ruchliwa.

Na początku cała rodzina, bardzo się cieszyła i była podekscytowana. Wszyscy przynosili prezenty, zabawki, ubranka i co tylko można było sobie wymarzyć. Z każdym dniem, po woli wszystko zaczęło się zmieniać. Osoby, które przychodziły w gościnę, ciągle mówiły, że to taka piękna dziewczynka, ma oczka jak dwa węgielki i czarne włoski, wszyscy w koło zachwycali się. Zachwycał się  też tatuś, nosząc córcię na barana i sprawiając, by się śmiała i cieszyła. Czasami, kiedy przychodził z pracy, kiedy podrosła przynosił jej czekoladowy blok, to było takie miłe i sympatyczne. Kawałeczki bloku, nie były duże, ale tak naprawdę, pokazywały jedno, dziewczynka bardzo, ale tak bardzo je lubiła. Kochała zapach i smak czekolady, czekolady, która była czymś przepysznym. Być może stąd też stare, zżółknięte zdjęcie, dziewczynka z kokardkami we włoskach, aksamitnej sukienneczce, a buzia, cała ubrudzono czekoladą. To dowód, że kochała czekoladę całą sobą. Nie zachwycała się się tylko mama, która zawsze z wielkim dla siebie zdziwieniem, zapytywała - a cóż pięknego w tym dziecku? Osoby w koło, zawsze były bardzo poruszone, ale nic nie mówiły, no bo właściwie, co w tym momencie można powiedzieć.

Dziewczynka była smutna i czuła się bardzo źle, ale czy coś mogła powiedzieć. Kiedy podrosła, chciała biegać i bawić się z innymi dziećmi, ale kiedy tylko znalazła, kogoś z kim mogła się zaprzyjaźnić, te wszystkie koleżeństwa kończyły się - zanim  zaczęły się na dobre. Kiedy dziecko chciało pobiegać, albo śmiać się głośniej, słyszało zimny i wysztywniający głos matki, siedź w tym miejscu, nie biegaj to nie dla ciebie. Dziewczynka wtedy skulona, siedziała w kuckach, nie mając już nigdy odwagi, by kiedykolwiek dać ponieść się emocjom, dziewczęcym pięknym emocjom wypełnionych bezstroską, radością i luzem. Od tego czasu dziewczynka, siedząc samotnie w kącie, poczuła swoje napięte i bolące ciała. Cichutkim głosem mówiła, to boli, to boli, to naprawdę boli, mówiła łkającym tonem, szlochając, kiedy znowu chłodny i ostry, głos matki mówił: właśnie to jest dla ciebie najlepsze, nie możesz zejść mi z pola widzenia, to wszystko niedorzeczne. Masz robić, słuchać, co do ciebie mówię, bo wiedz - to jest dla ciebie kochanie najlepsze.  Potem dziewczynka, trochę podrosła, poszła do szkoły, była bardzo grzeczna i za wszelką cenę starała się nie robić problemów, właściwie stała się  "niewidzialna". Nie zawadzała nikomu, ale z nikim też nie potrafiła nawiązać jakieś relacji. To wszystko bardzo bolało, była bardzo samotna i bezbronna. I to czego pragnęła najbardziej, to mieć kogoś, kto by ją chciał wysłuchać i kto byłby przy niej, tak bardzo nie chciała być samotna. Była bardzo samotna, tak bardzo samotna, że wszystko każdego dnia, tak bardzo w niej płakało.  Był to przeraźliwy płacz i kompulsywny, węwnętrzny szlok. Nikt go nie słyszał.

Najpiękniejsze wydarzenie, któregoś dnia przygarnęła zagubionego pieska. To była najszczęśliwsza chwila, chwila wypełniona miłością i wielką radością. Od tego dnia nie była sama. Jej największy przyjaciel chodził z nią wszędzie, chodził na spacery, był tresowany przez nią i bezwarunkowo kochający swoją właścicielkę.  Towarzyszył jej i stał się jej największym obrońcą. Matka, często powtarzała jej, że kocha bardziej swojego psa niż ją. Życie nabrało barw i życia, wreszcie to, co w dziewczynce zamarło, jakby zmarchwystało na nowo, było dla kogo żyć, dla swojego psiaka. Aż do tego strasznego dnia, kiedy najwierniejszy i najukońszy towarzysz, został potrącony przez samochód. Wtedy pojawił się wielki ból i samotność. Ciągle towarzysząca samotność, niezależnie od okoliczności i towarzystwa, zawsze dawała o sobie znać. Wszędzie  i z każdym przede wszystkim samotność, jakby niewidzialna nić odgradzająca ją przed wszystkimi. W przedszkolu, szkole, na studiach - wszyscy w grupie, a ona - jakby poza grupą, a nawet zwykle - daleko poza grupą. Niedostępna i sama, niewidzialna, nieprzeszkadzająca, jak w domu matce, a jednocześnie tak bardzo pragnąca - miłości, uwagi i bliskości. Czy to możliwe, że własna matka, może tak bardzo osamotnić, porzucić i zostawić własne dziecko? Czy to możliwe, że najbliższa relacja tak bardzo rani i boli, a blizna, którą nosimy - nie zabliźnia się sama pomimo upływu lat? Jak to możliwe, że niezależnie - gdzie, jak i z kim jesteśmy całkowicie sami. Potem coraz mniej o tym rozmyślamy, do momentu, aż nie spotkamy kogoś, kto zobaczy nas - tak naprawdę, nie chodzi o nic  wielkiego - ważne byśmy stali się widzialni, czyli przechodzimy czas transformacji - z niewidzialnych - stajemy się widzialni, choć na pewien czas. Działanie  podobne do narkotycznego odjazdu - czujemy, że żyjemy. Budzimy się z letargu, budzimy się ze snu - dostrzegamy, że życie może mieć barwy. Do czasu - kiedy narkotyczny ciąg się skończy - ktoś znowu nas zostawi porzuci - wówczas już nie chcemy nikogo.  Ból jest olbrzymi, często wydaje się, że powodem jest opuszczenie nas przez osobę, dla której staliśmy się widzialni. Zanurzając się jednak głębiej, tak naprawdę - to najczęściej zaczęło się w dzieciństwie. Zwykle każde kolejne wydarzenie jest tylko repliką tego niesamowitego, niewyobrażalnego bólu z dzieciństwa. Często w dzieciństwie, mamy przekazany taki obraz miłości - wydaje się, że to nie jest możliwe - a jednak zdarza się bardzo często. Kiedy małe dziecko - chce się bawić, tańczyć, zwraca na siebie uwagę, wymykając się spod groźnego oka rodzica - często słyszy na miejsce - nie mogę stracić cię z oczu - to dla ciebie bardzo niebezpieczne. Wówczas posłuszne dziecko - w lojalności i z wielkiej miłości do rodzica - wraca do miejsca wyznaczonego i siedzi cichutko w kącie.  Ciało dziecka , poprzez "złamanie" - aż krzyczy,  a stłumione emocje - powodują coraz większe napięcie i ból w ciele. Cichutkim dziecięcym głosem mówi - to boli, jest mi nie wygodnie, chcę się bawić, chcę się ruszać i wtedy słyszy głos rodzica: siedź w tym miejscu - to dobre dla ciebie kochanie - to dla ciebie bezpieczne. I co wtedy - dziecko kojarzy ból i napięcie z miłością, ponieważ słyszy to od rodzica, a kiedy jest bardzo małe bezgranicznie wierzy rodzicowi, bo bardzo go kocha.  Potem poturbowane i pokiereszowane wyrusza w świat - kiedy ktoś oferuje mu serdeczną miłość - zwykle mówi, nie zostanę tutaj - miłość to ból, cierpienie, karność, napięcie. Trudno  się dziwić, jak widzi potem świat - oczami dorosłego dziecka, które często emocjonalne - zatrzymało się w swoim dzieciństwie. Ograniczające przekonania kształtują poglądy na życie, ludzi, a właściciwie wszystko, co wokół. I z czasem, niepostrzeżenie - dziecko, myląc ewidentnie - kontrolę z miłością, spontanicznie mówi - rodziców ustawię przed sobą, muszę ich przecież kontrolować. Można by powiedzieć  - nie musi - ale skoro - całe dziecinstwo było kontrolowane - nieświadomie myli pojęcia - ponieważ zapewniane  o miłości - było całe życie kontrolowane. Tak to zwykle, jest, że nawet to, od czego bardzo chcemy uciec, na nieświadomych poziomach tak mocno w nas zapada - zapytani w dorosłym życiu - czym jest miłość - mamy z tym trudność - by powiedzieć coś innego niż doświadczyliśmy - miłość jest bólem.

A z drugiej strony, dziecko wszystko zrobi by być ważnych dla rodzica - (głównie dla tego - z którym relacja jest niezdrowa), by ów go zauważył. Dziewczynka będzie kończyć takie szkoły, jak rodzic, będzie biegać z ojcem - choć nie nawidzi biegać, mieć próby samobójcze, by ojciec, tylko ją  zauważył, a potem będzie wybierać takich samych facetów - takich samych, którzy będą ją porzucać i znikać, tak jak on albo zupełnie przeciwnych, by po jakimś czasie wchodzić w "trójkąty" - kiedy spotkają mężczyznę, który tak bardzo przypomina im ojca. Kiedy są w "trójkącie" - nie wiedzą - kogo wybrać - bo jeden jest przeciwieństwem, a drugi jest kopią ojca. Żaden niestety wybór - nie wynika z prawdziwych uczuć, choć tak często jest to mylone z uczuciami - a dlaczego - bo zwykle od dzieciństwa - nie czują - bo to pozwoliło im przetrwać. Często mylona kontrola z miłością - staje się przekleństwem, ponieważ nie możemy być szczęśliwi. I pytanie - skąd ta pseudo-miłość pochodzi - pochodzi od naszych rodziców, którzy także nie doświadczyli, czym tak naprawdę jest miłość, ponieważ w ich domach, była kontrola, rywalizacja i ograniczenia, powinności i obowiązki, karność i manipulacja - a to wszystko przykryte pięknym stwierdzeniem - to twoja rodzina, która ta bardzo cię kocha i tyle dla ciebie robi. Ty też jesteś jej zobowiązany, ponieważ tak naprawdę, tyle od nas otrzymałeś, wbijanie w poczucie winy jest tym większe im większa kontrola. A potem dorosłe - ale tak naprawdę niedorosłe dzieci - stawiają swoich rodziców przed swoimi dziećmi - pełne powinności i winy w sobie. Jak czują się ich dzieci, czy mają szansę być kochane, czy mają szansę na budowanie ciekawych relacji? Czy tak naprawdę, nie czują się tak samo odrzucone i samotne, jak ich rodzice, czy tak samo nie kontrolują swoich partnerów i wszystkiego wkoło - bo jeśli kontrola - mylona z miłością daje poczucie bezpiezpieczenstwa  - muszę kontrolować. A co jeśli kontrola jest przeciwieństwem miłości, bo pochodzi z lęku i totalnego braku miłości  - w tym także do siebie. A co ty nosisz w sobie lęk czy miłość? Lęk najczęściej ujawnia się sam w postaci bardzo różnych symptomów, których często w ogóle z tym nie kojarzymy np. łojokotowym zapaleniem skóry, atopowym zapaleniem skóry, trudno wyleczalną łuszczycą, problemami gastrycznymi i typowymi objawami lękowymi, które zwykle nie mają podstaw w życiu dorosłym - przyczyn najczęściej należy szukać w dzieciństwie. Objawy wywalają nas z szyn życia, wówczas nie sposób się nie zatrzymać, ponieważ  tym razem nie da się już z tym żyć.  Po prostu zatrzymujemy się w naszym życiu, by wrócić po latach - do domu z którego, tak szybko będąc dziećmi - wyjechaliśmy.

A czy Ty wiesz, czym jest miłość, czy potrafisz ją okazywać i dawać? A może ciągle rozpadają się twoje związki i relacje, myląc kontrolę i uzależnienie albo ekscytację z miłością. I zadaj sobie pytanie, czy to kogo kochasz jest osobą, którą kochasz - czy jest tylko stanem, który daje ci poczucie ekscytacji, radości czy stanem ekstazy, jaką dają narkotyki.  Ważne by odpowiedzieć sobie na to pytanie,  nie stracić lat - w kolejnych toksycznych związkach, krzywdząc i porzucając swoje dzieci, tak samo, jak my sami zostaliśmy porzuceni i osamotnieni.    

Pamiętając:  miłość jest dobra i piękna - nie boli, nie rani, nie upokarza i nie kontroluje, daje szczęście i poczucie wolności, bez obowiązków i kar.  A jak wygląda twoja miłość? ... A co Ty zaserwujesz swoim dzieciom, jeśli tego nie odkryjesz, z pewnością to co dostałeś, chociaż bardzo tego nie chcesz....
W takim wydaniu, kiedy myli się kontrolę z miłością, jest ona przekleństwem.

Ewa Guzowska
www.psychoterapia-coaching.pl

Newsletter

Wyślij do nas wiadomość

Kontakt ze mną

Skontaktuj się ze mną:

tel. 600 790 885
ewa.guzowska@psychoterapia-coaching.pl
skype: ewa.guzowska777

Zobacz profil Ewy Guzowskiej na szukamterapeuty.pl

Sesje on-line

Skype: ewa.guzowska777
psychoterapia/coaching/doradztwo zawodowe

Zalety: mobilność, wygoda, oszczędność czasu, związanego z dojazdem

MY MIND Ośrodek Psychoterapii & Coachingu | Copyright ©2013 - wszelkie prawa zastrzeżone